Artykuły

Ostatni rejs „Steubena”

InfoGdansk
10 lutego, 2026
Zdjęcie: Pod nazwą "München" na wodach Morza Arktycznego. Fot. Bundes Archiv.

Zatopienie „Wilhelma Gustloffa” (30 stycznia 1945 r.) przyniosło śmierć ok. 8 tysięcy osób. Temat katastrofy nie pojawił się jednak w oficjalnych komunikatach, został też przemilczany przez bardzo sprawną zazwyczaj niemiecką propagandę.

Wieść o tragedii szybko rozeszła się pocztą pantoflową, mimo to pokłady ewakuacyjnych statków były nadal szturmowane przez tysiące niemieckich uciekinierów…

Statek wycieczkowy „Steuben”

Eksodus przez niebezpieczny akwen Bałtyku trwał od stycznia 1945 roku. Niemiecka ludność cywilna paniczną, niekontrolowaną ucieczką zareagowała na ofensywę Armii Czerwonej. Dywizje 2. Frontu Białoruskiego odcięły lądowe połączenie z resztą III Rzeszy, dlatego uciekinierzy gromadzili się w portach w Piławie, Gdańsku i Gdyni.

W dniu 9 lutego 1945 roku z Piławy wypłynął transportowiec „Steuben” z ok. 4300 do 5200 uciekinierów na pokładzie.

Młodzi Niemcy na pokładzie statku SS "General von Steuben" podczas posiłku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Młodzi Niemcy na pokładzie statku SS „General von Steuben” podczas posiłku. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Ten luksusowy przed wojną statek pasażerski. powstał w 1923 roku w szczecińskiej stoczni Vulcan. Statek służył pod nazwą „München” i przyciągał bogatych pasażerów z Europy i kontynentu północnoamerykańskiego. Każda kabina była wyposażona w osobną łazienkę z wanną lub prysznicem. Na pasażerów czekały też sale balowe i przestronne jadalnie.

W lutym 1931 roku podczas postoju na redzie nowojorskiego portu na statku wybuchł niemożliwy do opanowania pożar. Po prowizorycznym zabezpieczeniu wypalony kadłub został przeholowany do stoczni w Bremerhaven i tam poddany gruntownej przebudowie.

Pod nazwą "München" w norweskim fiordzie Nærøyfjord. Rejs z lata 1925 roku. Fot. Bundes Archiv.

Pod nazwą „München” w norweskim fiordzie Nærøyfjord. Rejs z lata 1925 roku. Fot. Bundes Archiv.

Wycieczkowiec wrócił do służby pod zmienioną nazwą „General von Steuben”. Rejsy luksusowym statkiem ponownie cieszyły się wielkim zainteresowaniem. W 1938 roku nazwę jednostki skrócono do poręczniejszej wersji „Steuben”.

Wojenna służba „Steubena”

Po wybuchu II wojny światowej „Steuben” został włączony w struktury Kriegsmarine i służył jako okręt-baza w portach Bałtyku i Morza Północnego. Przez pewien czas przewoził też niemieckich przesiedleńców z krajów bałtyckich.

Jednostka wróciła do czynnej służby latem 1944 roku. „Steuben” kursował między portami wschodniego Bałtyku i bazami w pólnocnej części Niemiec. Okręt przewoził rannych żołnierzy i zaopatrzenie. Do końca grudnia 1944 roku „Steuben” odbył 18 takich rejsów, w ich trakcie przewiózł ok. 33 tysięcy osób, głównie rannych żołnierzy.

Ostatni rejs „Steubena”

Na początku lutego 1945 roku jednostka odbyła dwa kolejne rejsy.

Od 8 lutego w porcie w Piławie trwało zaokrętowanie żołnierzy i uciekinierów na pokłady tego okrętu. Na jednostce znaleźli się ranni i urlopowani żołnierze, kilkaset osób personelu medycznego, cywilni uciekinierzy oraz kilkudziesięciu żołnierzy z obsługi uzbrojenia przeciwlotniczego. Ze względu na zamieszanie przy zaokrętowaniu dokładna ilość pasażerów nie jest możliwa do ustalenia.

W dniu 9 lutego o godz. 12.30 „Steuben” wyplynął z piławskiego portu i obrał kurs na zachód w stronę portu w Świnoujściu. Przeładowany parowiec płynął w asyście zaledwie jednego okrętu eskorty, dopiero na wysokości Półwyspu Helskiego dołączył kolejny. Ostatecznie „Steubena” pilnował poławiacz torped TF-10 oraz trałowiec T-196. Wspomniane jednostki swoje najlepsze lata miały już dawno za sobą i za eskortowanym „Steubenem” ledwie nadążały.

Stłoczeni w kabinach, ładowniach i korytarzach pasażerowie z ulgą i nadzieją wyczekiwali zakończenia bałtyckiej przeprawy.

Polowanie na „Steubena”

Tymczasem zaimprowizowany konwój znalazł się na wysokości Dębek. W tej części Bałtyku operował sowiecki okręt podwodny S-13, który tydzień wcześniej zatopił „Wilhelma Gustloffa”. Komandor Aleksander Marinesko nie chciał słyszeć o powrocie do bazy i z załogą wypatrywał kolejnej ofiary.

Późnym wieczorem dyżurny operator usłyszał w hydrofonie odgłos ciężko pracującej śruby. Bez chwili zwłoki dowódca skierował okręt w stronę uchwyconego źródła hałasu. Wkrótce potem w ciemnościach zauważono jasną poświatę – iskry wyrzucane z komina jednego z okrętów eskorty. To poławiacz torped TF-10 płynąc pełną mocą maszyn próbował nadążyć za eskortowaną jednostką.

Wkrótce potem sowiecki okręt podwodny był gotowy do ataku, ale niespodziewanie nadpłynął jeden z okrętów niemieckiej eskorty i komandor Marinesko zarządził natychmiastowe zanurzenie. Nadpłynięcie eskortowca wynikało z przyjętego wcześniej schematu manewrów konwojowych i nie poskutkowało wykryciem okrętu podwodnego.

S-13 odczekał pewien czas w zanurzeniu, następnie płynąc na powierzchni podjął długi i wytrwały pościg za oddalającym się konwojem.

Około godziny 1.00 w nocy (zatem już 10 lutego) Aleksander Marinesko wydal rozkaz odpalenia dwóch torped z wyrzutni rufowych. Obie trafiły w prawą burtę „Steubena”, aczkolwiek sowieccy podwodniacy błędnie rozpoznali zaatakowaną jednostkę jako krążownik „Emden”.

„Steuben” zatonął po zaledwie 20 minutach, wspomniane eskortowce uratowały niespełna 700 osób. Według różnie podawanych szacunków zatopienie „Steubena” pochłonęło od 3600 do ponad 4500 ofiar.

Po kilku godzinach TF-10 i T-196 przerwały akcję ratunkową i popłynęły z rozbitkami do Kołobrzegu.

Patrol ORP „Arctowski”

Po zakończeniu II wojny światowej nad tematem zatopionych na Bałtyku statków zapadła cisza. Stronie radzieckiej nie zależało na nagłośnieniu akcji bojowych, w których życie straciło wiele tysięcy cywilnych uciekinierów. Władze NRD nie chciały drażnić Moskwy i też nie podnosiły tematu. Natomiast w zachodniej części Niemiec faktycznie pamiętano i pisano, jednak z różnym ujęciem kontekstu tych tragicznych wydarzeń.

Pod koniec maja 2004 roku w rutynowy patrol wypłynął ORP „Arctowski” – okręt hydrograficzny Polskiej Marynarki Wojennej. O godz. 5.30 w rejonie Ławicy Słupskiej hydrograf wachtowy zauważył anomalię na ekranie echosondy. Dla doświadczonego operatora zauważona nieprawidłowość była jednoznaczna z zatopionym kadłubem, a ponieważ zauważony wrak nie był zaznaczony na mapach – ekipa z ORP „Arctowski” postanowiła dokładniej zbadać odkrycie.

Do wody opuszczono tak zwany cyfrowy holowany sonar boczny, który ciągnięty pod wodą na linie dostarczył kilkudziesięciu doskonałej jakości sonogramów.
Zadanie identyfikacji wraku otrzymał później ORP „Heweliusz”, z pokładu okrętu spuszczono podwodnego robota ROV. Pojazd wykonał kamerowanie najbardziej charakterystycznych fragmentów kadłuba.

Muzealnicy z ówczesnego Centralnego Muzeum Morskiego domyślali się, że znalezisko dotyczy zatopionego „Steubena”. Po porównaniu filmów z uzyskanymi planami konstrukcyjnymi nie było już żadnych wątpliwości. Po sześćdziesięciu latach w lokalizacji 55° 13′ 26″ N , 16° 40′ 48″ E wrak „Steubena” został odkryty!

National Geographic przy wraku „Steubena”

Sensacyjne wieści szybko rozeszły się w dyskretnym kręgu muzealników i nurków bałtyckich. Jako jeden z pierwszych dowiedział się Marcin Jamkowski, doświadczony nurek i jednocześnie redaktor polskiej edycji National Geographic. Jego znakomitą zasługą była organizacja wyprawy do wraku, która odbyła się pod patronatem tego znanego czasopisma.

W nurkowaniach wziął udział Christoph Gerigk – wybitny fotograf podwodny i dwukrotny laureat World Press Photo.

Wyprawa rozpoczęła się w połowie sierpnia 2004 roku i przyniosła bogaty materiał fotograficzny i badawczy. Wspomniany Marcin Jamkowski napisał potem znakomitą książkę „Duchy z głębin Bałtyku”, którą z wielu powodów warto przeczytać.

Zatopienie „Steubena” nie zamknęło serii tragedii Morza Bałtyckiego. Miesiąc przed zakończeniem wojny udany atak torpedowy przeprowadził okręt podwodny L-3 pod dowództwem komandora ppor. Wiktora Konowałowa. Zatopienie motorowca „Goya” kosztowało życie ponad 6 000 ofiar.