Książki

„Wilhelm Gustloff” i „General non Steuben”. Statki śmierci czy zbrodnia wojenna na morzu?

InfoGdansk
3 grudnia, 2025
"Wilhelm Gustloff" i "General non Steuben". Statki śmierci czy zbrodnie wojenne na morzu?
Zdjęcie: "Wilhelm Gustloff" i "General non Steuben". Statki śmierci czy zbrodnie wojenne na morzu?

Pod koniec II wojny światowej przez akwen Bałtyku trwał exodus ludności na niespotykaną w historii skalę.

Przyczyną chaotycznej i panicznej ucieczki niemieckiej ludności cywilnej był zbliżający się front i strach przed okrucieństwem Armii Czerwonej.

Ucieczka niemieckiej ludności

Przez długi czas działania II wojny światowej omijały peryferyjnie położone Prusy Wschodnie. Złudne poczucie bezpieczeństwa runęło jesienią 1944 roku, gdy linia frontu niepokojąco przybliżyła się do wschodniopruskiej prowincji. Wojska sowieckie wdarły się nawet na krótki czas w głąb niemieckiego terytorium.

Ostatecznie front został ustabilizowany, mimo to nie podjęto żadnych przygotowań do ewakuacji niemieckiej ludności cywilnej. Według gauleitera Ericha Kocha Prusy Wschodnie miały pozostać niezdobyte. Rozważanie innych ewentualności groziło niebezpiecznymi zarzutami o defetyzm i zdradę.

Niespełna trzy miesiące później do kolejnej ofensywy ruszyły wojska 2 i 3. Frontu Białoruskiego. Pomimo zaciekłej obrony Sowieci przełamali pozycje niemieckie. Wojska 3. Frontu Białoruskiego zbliżały się do Królewca, a armie 2. Frontu uderzeniem w kierunku Elbląga odcięły Prusy Wschodnie od reszty III Rzeszy.

W skrajnie ciężkich warunkach pogodowych spotęgowanych wojennym chaosem – niemieckie władze ogłosiły natychmiastową i przymusową ewakuację ludności cywilnej. W chaosie i nastrojach narastającej paniki kolumny uciekinierów brnęły w stronę portów w Gdańsku, Gdyni, Królewcu i Piławie.

Bałtyckie tragedie

Ponieważ Prusy Wschodnie, potem również Pomorze, zostały odcięte od reszty ziem III Rzeszy – jedyna droga ucieczki prowadziła przez morze – lodowate i niebezpieczne wody Bałtyku.

Z wschodnio-bałtyckich portów wypływały więc statki i okręty z tysiącami uciekinierów w ładowniach, korytarzach i na oblodzonych pokładach. Ewakuacja objęła wojskowy personel, rannych żołnierzy i cywilnych uciekinierów. W rejsach powrotnych transportowce przewoziły zaopatrzenie i wojenne materiały.

Nie wszystkim uciekinierów dane było oczekiwane zakończenie. Wiele jednostek zatonęło wskutek ataków sowieckich okrętów podwodnych i samolotów. Taki los spotkał między innymi transportowce „Wilhelm Gustloff”, „Steuben” i „Goya”. W tych trzech tragediach życie straciło ok. 20 tysięcy uciekinierów.

„Wilhelm Gustloff” i „General von Steuben” – statki śmierci czy zbrodnia wojenna na morzu?

Pierwsze dwie jednostki padły ofiarą sowieckiego okrętu podwodnego S-13 dowodzonego przez kmdr. por. Aleksandra Marineskę. Natomiast w motorowiec „Goya” trafiły torpedy wystrzelone z okrętu podwodnego L-3 pod dowództwem kmdr. por. Wiktora Konowałowa.

Czy zatopienie tych statków było zbrodnią wojenną? Taki narracyjny nurt pojawiał się w niektórych powojennych opracowaniach i do dzisiaj przewija się dyskusjach prowadzonych na forach internetowych i w mediach społecznościowych.

Z takim ujęciem tematu zmierzył się Tadeusz Maria Gelewski – wybitny prawnik przez wiele lat zajmujący się tematyką zbrodni wojennych.

Wspomniana w tytule książka pomimo stosunkowo niewielkiej objętości (136 stron) wyczerpująco i merytorycznie opisuje tło ewakuacji niemieckiej ludności cywilnej. Autor kreśli też ciekawy rys postaci Aleksandra Marineski i okoliczności patrolu bojowego, w którym sowiecki dowódca zatopił dwa transportowce.

Po takim wyczerpującym wprowadzeniu następuje przystępnie nakreślona analiza prawna, w której autor nie zostawia wątpliwości. Sowieckie okręty podwodne miały prawo ataku.

Odpowiedzialność za tragedię zatopionych jednostek i tysięcy ofiar spoczywa na tych, którzy zainicjowali chaotyczną i nieprzygotowaną ucieczkę mieszkańców wschodniopruskiej krainy. Zatem na przywódcach i prominentach nazistowskiego reżimu, którzy w ideologicznym fanatyzmie zaklinali rzeczywistość i przekreślili szanse na bezpieczny ratunek.

Książka Tadeusza Marii Gelewskiego ukazała się w 1997 roku nakładem wydawnictwa A.E.L. Publishing House.