Książka Marcina Jamkowskiego „Duchy z głębin Bałtyku” jest znakomitym przedstawieniem współczesnych bałtyckich nurkowań wrakowych.
Autor jako dziennikarz z bogatym podwodnym doświadczeniem opisuje odnalezienie jednego z największych bałtyckich wraków i organizację ekspedycji do zatopionej jednostki.
Bałtyckie Titaniki
Ostatnie miesiące II wojny światowej przyniosły dotkliwe klęski wojsk niemieckich i zagrożenie między innymi Prus Wschodnich. Ludność tej peryferyjnie położonej krainy rzuciła się do pospiesznej ucieczki, której organizacja była chaotyczna i pod każdym względem pozostawiała wiele do życzenia.
Wielotysięczne tłumy czekały w portach wschodniego Bałtyku na ewakuację do bezpiecznych miast północno-zachodnich Niemiec.
W trakcie tak zwanej operacji „Hannibal” ewakuowano ponad milion żołnierzy i cywilnych uciekinierów. Niektóre rejsy zakończyły się tragicznie. Na zatopionych transportowcach „Wilhelm Gustloff”, „Steuben” i „Goya” życie straciło ok. 20 tysięcy osób. Zniszczone jednostki są potocznie określane jako „bałtyckie Titaniki” i od wielu lat przyciągają uwagę dziennikarzy, historyków, badaczy głębin, a nawet szukających łatwych zysków polityków.
Odkrycie wraku „Steubena”
Wrak „Wilhelma Gustloffa” już kilka lat po wojnie był badany, a raczej plądrowany przez podwodne ekipy Związku Radzieckiego. Na odkrycie pozostałych dwóch trzeba było czekać aż kilkadziesiąt lat. Dopiero w 2003 roku zidentyfikowano wrak motorowca „Goya”, zalegający na północ od Rozewia na głębokości ponad 70 metrów.
Rok później podczas rutynowego patrolu w rejonie Ławicy Słupskiej obsada wachtowa okrętu hydrograficznego ORP „Arctowski” zauważyła na wskazaniach sonaru. niespodziewaną anomalię Dla doświadczonych operatorów uchwycona nieprawidłowość oznaczała wrak wielkich rozmiarów. Jakiego statku? Takie natychmiast nasunęło się pytanie. Identyfikacja podwodnych wraków do łatwych zadań nie należy.
Badania kontynuowano z użyciem cyfrowego holowanego sonaru bocznego. Okręt hydrograficzny wielokrotnie przepłynął nad wrakiem, dzięki temu wykonano kilkadziesiąt doskonałej jakości sonogramów. Wkrótce potem do akcji wkroczyli… muzealnicy, którzy porównali uzyskany materiał z planami domniemanej jednostki. Analizy nie zostawiły wątpliwości – odnalezionym wrakiem był „Steuben”, który został zatopiony 10 lutego 1945 roku. W katastrofie życie straciło ok. 4 500 osób.
Duchy z głębin Bałtyku – książka Marcina Jamkowskiego
Marcin Jamkowski pełnił wtedy funkcję redaktora naczelnego polskiej edycji National Geographic. Jako zorientowany w morskiej tematyce dziennikarz i nurek w jednej osobie szybko dowiedział się o bałtyckim odkryciu. Wkrótce potem stanął na czele podwodnej ekspedycji do wraku zatopionego „Steubena”.
Książka „Duchy Bałtyku” wciągająco opisuje przebieg tej wyjątkowo skomplikowanej wyprawy badawczej. Opisy kolejnych nurkowań są tak sugestywne, że czytelnik niemal odczuwa chłód i grozę głębin Bałtyku. Autor kreśli też historyczny kontekst, w którym obiektywnie opowiada o tragedii niemieckich uciekinierów, również o prawdziwych przyczynach ich cierpień i niedoli.
Rozdziałem o unikatowych walorach jest opis spotkania z rodziną Aleksandra Marineski – dowódcy okrętu podwodnego S-13, który zatopił dwa „bałtyckie Titaniki”.
Książka nasuwa ważne refleksje pytania. Dotyczące okrucieństwa i bezsensu wojny, również odpowiedzialności za podjęte przez przywódców decyzje lub zaniechania.
Ważnym wątkiem jest również temat podejścia do śladów wojennej przeszłości, zatem wraków i innych tego rodzaju znalezisk. A punktem wyjścia jedna podwodna wyprawa. Książka zaskakuje szerokim i wnikliwym nakreśleniem tej tematyki.



