Legendy

Papuga Jana Heweliusza

InfoGdansk
19 kwietnia, 2022
Zdjęcie: Pożar w domu Jana Heweliusza. Rys. Dominika Romejko.

Jan Heweliusz był bez wątpienia jednym z najwybitniejszych i najzacniejszych mieszkańców nadmotławskiego miasta. W należącym do niego browarze warzono wspaniałe piwo, dał się też poznać jako prężny i skuteczny w działaniu rajca Starego Miasta, a w historii Europy zapisał się jako wybitny astronom i uczony…

Przyjaciele Jana Heweliusza

W swoich działaniach i staraniach Jan Heweliusz nie był osamotniony. Drugą żoną piwowara-astronoma została Elżbieta Koopman, która pomimo znacznej różnicy wieku stanowiła prawdziwą podporę w naukowych obserwacjach i dociekaniach gdańskiego uczonego.

Młoda Elżbieta z zapałem uczestniczyła w żmudnych i wymagających cierpliwości obserwacjach rozgwieżdżonego nieba, co więcej – pomagała mężowi w wyjątkowo skomplikowanych obliczeniach matematycznych!

Do grona przyjaciół dołączył też brytyjski uczony Edmund Halley, który podczas wizyty w Gdańsku uważnie obserwował pracę Jana Heweliusza i następnie zarekomendował przyjęcie gdańskiego uczonego w szeregi elitarnej londyńskiej Royal Society.

Więcej o gdańskiej wizycie Edmunda Halleya

Z gdańskim astronomem przyjaźnili się też wybitni monarchowie. Naukowe postępy gdańszczanina z zainteresowaniem śledził król Jan III Sobieski, którego imieniem Jan Heweliusz nazwał jedną z obserwowanych gwiezdnych konstelacji, stąd Scutum SobiescianumTarcza Sobieskiego w gwiazdozbiorze nieba południowego.

Gdańskiego uczonego wspierał też francuski władca Ludwik XIV, z racji potęgi i majestatu nazywany królem Słońce.

W pracach Jana Heweliusza z wielkim zaciekawieniem uczestniczyła też… kolorowa papuga. Uczony przywiózł gadatliwego ptaka z jednej ze swych europejskich podróży, ciekawskie stworzenie doskonale czuło się w tętniącym życiem domu gdańskiego astronoma.

Papuga z zainteresowaniem przyglądała się pochylonym nad księgami Heweliuszom, chętnie siadała astronomowi na ramieniu i delikatnie skubiąc kołnierzyk powtarzała:

-Dzieńń dobrrry.

Albo gdy za oknem ciemniało:

-Dobrrry wieczórrrr.

W browarze staromiejskiego rajcy pracowicie uwijało się kilkunastu piwowarów i czeladników. Po skończonej pracy wchodzili do sieni heweliuszowskiej kamienicy i nieco nieśmiało komunikowali:

-Panie Hewelke, koniec pracy!

Takim sposobem przypominali nieco roztargnionemu uczonemu o należnej dniówce, z wypłatą której Jan Hewelke nie miał żadnego problemu.

Tak, Hewelke, pod takim nazwiskiem mistrz Jan zyskał uznanie i szacunek gdańskiej społeczności. Na potrzeby naukowe podpisywał się zlatynizowaną formą „Hevelius”, pod którą jest pamiętany do czasów obecnych.

Papuga szybko zapamiętała grzeczne „Panie Hewelke, koniec pracy!” i już wkrótce miała z tego zawołania zrobić niespodziewany użytek.

Pożar w domu Jana Heweliusza

Ogień pojawił się niespodziewanie w środku pewnej jesiennej nocy. Kiedy przestraszeni domownicy wzywali pomocy, było już za późno. Żarłoczne płomienie objęły meble, księgi, naukowe opracowania, potem świetnie wyposażone obserwatorium, zbudowane na połączonych dachach trzech heweliuszowskich kamienic. Z szalejącego żywiołu z coraz większym trudem ratowano sprzęty i dzieła sztuki.

Nagle zza ściany dymu i płomieni dobiegł skrzekliwy głos:

-Panie Hewelke, koniec pracy!

Jan Heweliusz przedarł się przez żar i buchające płomienie i dosłownie w ostatniej chwili uratował pierzastego przyjaciela…

Heweliuszowie nie poddali się i w kolejnych latach, również dzięki finansowej pomocy króla Jana III Sobieskiego, wytrwale odtwarzali naukowe zaplecze.

Papuga żegna Jana Heweliusza

Nadszedł styczeń 1687 roku, uczony odczuwał narastające znużenie, a w dniu swoich 76 urodzin zupełnie nie miał chęci na dłuższe świętowanie. Jeszcze tego samego dnia zasnął na zawsze, a może lepiej powiedzieć – uniósł się do tak ukochanego i podziwianego nieba…

Pogrzeb astronoma odbył się w wiekowym kościele św. Katarzyny. Nie wiadomo kto, zapewne jeden z domowników, zabrał na uroczystość klatkę z posmutniałą papugą. Kiedy w otwartej kwaterze złożono trumnę z doczesnymi szczątkami Jana Heweliusza, nagle ciszę świątyni przecięła skrzekliwa komenda:

-Panie Hewelke, koniec pracy!

Nadmotławskie miasto pamięta o wybitnym astronomie i na przykład w plebiscycie popularnego periodyku „30 Dni” Jan Heweliusz został uznany „Gdańszczaninem 1000-lecia”.

Nawiązania do tej postaci zobaczyć też można w Ratuszu Staromiejskim. W przestrzeni Starego Miasta astronoma upamiętniają dwa pomniki oraz działalność Muzeum Nauki Gdańskiej zlokalizowanego w wieży i na poddaszu wspomnianego kościoła św. Katarzyny.