Wydarzenia

Pancernik „Marat” w gdyńskim porcie

InfoGdansk
1 kwietnia, 2020
Zdjęcie: Pancernik Marat wpływa do portu gdyńskiego. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Przez prawie cały wrześniowy tydzień 1934 roku mieszkańcy Gdyni ekscytowali się wizytą eskadry sowieckich okrętów i pobytem ponad tysiąca radzieckich marynarzy.

4 września do gdyńskiego portu zawinął pancernik „Marat” w asyście niszczycieli „Kalinin” i „Wołodarskij”, tak rozpoczęta wizyta trwała 5 dni i obfitowała w dyplomatyczne spotkania i przygotowane wcześniej atrakcje turystyczne.

Pancernik „Marat” – największy okręt bojowy w basenie Morza Bałtyckiego

Sowiecki okręt liniowy powstał jeszcze za carskiego panowania. Jako drednot udanego typu „Gangut” został zwodowany w 1911 roku, ale do służby liniowej wszedł dopiero 4 lata później. Okręt służył pod nazwą „Pietropawłowsk” nawiązującą do kamczackiego wątku wojny krymskiej.
Podczas I wojny światowej brał udział w akcjach minowania wschodniego Bałtyku, a po przejęciu przez bolszewików został nazwany nazwiskiem słynnego rewolucjonisty francuskiego.

Z wypornością 25 tys. ton, uzbrojeniem złożonym z 12 dział 305 mm i kilkunastu mniejszych, był wtedy uznawany za największy okręt bojowy w basenie Morza Bałtyckiego!

Wizyta sowieckiej eskadry była dyplomatyczną odpowiedzią na lipcowy pobyt dwóch polskich kontrtorpedowców ORP „Burza” i ORP „Wicher” w Leningradzie.

Dwa lata wcześniej podpisano polsko-radziecki pakt o nieagresji, nastąpiło pewne odprężenie we wzajemnych stosunkach i szczelna kurtyna nieufności uniosła się nieco do góry.

Uroczyste powitanie

Pierwszy dzień kurtuazyjnej wizyty obfitował w dyplomatyczne ceremonie i obustronne grzeczności.

Wczesnym rankiem 4 września 1934 roku na spotkanie sowieckiej eskadry wypłynęły z Gdyni kontrtorpedowce ORP „Burza” i ORP „Wicher”. Okrętom towarzyszył holownik „Lech” z polskimi oficerami łącznikowymi i sowieckimi dyplomatami na pokładzie.

O godzinie 7.45 dwie eskadry spotkały się mniej więcej w odległości 2 mil na północny wschód od cypla helskiego. Z armatki ORP „Wicher” huknęły salutacyjne wystrzały, zgodnie z wojskowym protokołem padło ich siedemnaście, w taki sam sposób odpowiedziano z pancernika „Marat”.

Do jego burty niedługo potem przybił holownik „Lech”, z którego oficerowie i dyplomaci przeszli na pokład potężnego okrętu liniowego. Następnie wszystkie okręty z polskimi jednostkami na czele ruszyły w stronę portu gdyńskiego.

Pogoda zachęcająca nie była, z nieba lały się strugi deszczu, ale i tak w stronę Dworca Morskiego sunął tłum spragnionych wrażeń mieszkańców Gdyni.

O godzinie 9.30 na portowej redzie zarysowały się wojenne okręty, natychmiast do akcji ruszyły holowniki „Ursus”, „Bizun” i „Tur”.

Padły kolejne salutacyjne strzały. Z pancernika „Marat” oddano 21 strzałów tak zwanego salutu narodowego, w taki sam sposób odpowiedział polski krążownik-hulk ORP „Bałtyk”. Kolejnym salutem, tym razem złożonym z 13 strzałów, pancernik uhonorował banderę dowódcy polskiej floty kadm. Józefa Unruga, takiej samej odpowiedzi udzielił wspomniany wyżej krążownik szkolny. Na redzie oddano aż 68 salutacyjnych wystrzałów.

Pancernik Marat przy Nabrzeżu Pasażerskim w porcie gdyńskim. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Polskie okręty odpłynęły do oksywskiej bazy, a wielkie cielsko pancernika zostało w asyście holowniczej doprowadzone do nabrzeża przy nowoczesnym Dworcu Morskim.
Radzieckie niszczyciele zgrabnie zacumowały przy nabrzeżu pilotowym.

Nastąpił dalszy ciąg powitalnej ceremonii. Po opuszczeniu trapu rozśpiewały się ceremonialne trąbki, pokładowa orkiestra odegrała marsz admiralski, chwilę później na pokładzie pojawił się dowódca sowieckiej Floty Bałtyckiej admirał Lew Galler. Sowiecki dowódca został powitany przy trapie przez kapitana portu komandora Gustawa Kańskiego, a chwilę później dowódcę Obrony Wybrzeża kmdr. dypl. Stefana Frankowskiego.

Przy portowej drodze stali żołnierze orkiestry reprezentacyjnej Marynarki Wojennej i kompanii honorowej, na widok admirała i jego świty popłynęła melodia „Międzynarodówki”.

Sowiecki admirał odebrał raport od dowódcy kompanii honorowej, następnie w oficerskiej asyście przeszedł wzdłuż kompanijnego szeregu i po polsku przywitał się z marynarzami. W odpowiedzi ciszę rozdarło gromkie „Czołem Panie Admirale!”.

Pięciodniowa wizyta

Wizyta sowieckiej eskadry trwała aż pięć dni i była jedynym takim wydarzeniem w przedwojennej historii Gdyni. Rozbudowujące się miasto portowe odwiedzały też okręty innych państw, między innymi szwedzkie pancerniki obrony wybrzeża, czy też francuskie i brytyjskie niszczyciele.

Radziecki admirał Lew Galler przechodzi przed frontem kompanii honorowej. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

Program wizyty obfitował w spotkania i turystyczne atrakcje. Po powitaniu przez kompanię honorową admirałowi Gallerowi przedstawiono też sekretarza Rady Miejskiej pana Legockiego, następnie sowiecki dowódca w dyplomatycznej asyście przejechał do oksywskiej bazy, gdzie spotkał się z Dowódcą Floty kadm Józefem Unrugiem, a potem komisarzem rządu Franciszkiem Sokołem.

Po powrocie admirała Gallera na pancernik nastąpiła rewizyta ze strony kadm. Józefa Unruga. O godzinie 19.00 w sali oksywskiego kasyna oficerskiego wydano uroczysty obiad na cześć sowieckich gości.

Krótko przed północą tego samego dnia admirał Galler został pożegnany na gdyńskim dworcu kolejowym, po czym sowiecka ekipa wyjechała pociągiem do Warszawy. Program wizyty był więc rzeczywiście napięty i rozbudowany.

5 września część sowieckich marynarzy udała się na wycieczkę do Poznania z dobrze zorganizowanym postojem w Bydgoszczy. Pozostali zwiedzali gdyński port handlowy. Oficerowie odwiedzili też Państwową Szkołę Morską w Gdyni.

O godzinie 16.00 na stadionie miejskim odbył się mecz piłki nożnej między klubem sportowym „Gdynia, a reprezentacją floty wojennej. Zawody zakończyły się zwycięstwem ekipy cywili 3-2, spotkaniu przyglądało się wielu sowieckich marynarzy.

Wieczorem w kasynie podoficerskim odbyła się mniej formalna impreza dla sowieckich podoficerów.

Sporo działo się w Warszawie, gdzie rankiem 5 września sowiecka delegacja spotkała się z szefem Kierownictwa Marynarki Wojennej kadm Jerzym Świrskim, potem z prezydentem Stefanem Starzyńskim i następnie wzięła udział w uroczystym spotkaniu z wiceministrem Spraw Wojskowych gen. Tadeuszem Kasprzyckim.

Następnego dnia admirał z ekipą złożył wizytę w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego, potem został oprowadzony po obiektach pierwszego pułku lotniczego, goście kibicowali też wyczynom pilotów podczas rozgrywanych zawodów lotniczych.

Wieczorem 6 września admirał Galler i towarzyszący mu oficerowie wrócili do Gdyni.

Wizyta sowieckiej eskadry trwała do 8 września i została zakończona uroczystym obiadem wydanym na pancerniku na cześć dowództwa polskiej floty. Późnym wieczorem tego dnia eskadra wypłynęła z Gdyni i została do granicy wód terytorialnych ceremonialnie odprowadzona przez dwa polskie kontrtorpedowce.

Cisza przed burzą

Wizyta radzieckich okrętów dobiegła końca. W wywiadzie udzielonym korespondentowi Polskiej Agencji Telegraficznej admirał Lew Galler podkreślał znakomitą organizację pobytu i z uznaniem komplementował rosnącą w oczach Gdynię oraz rozmach stołecznej Warszawy.

Nie wszystko rozegrało się po myśli sowieckiego admirała, bo z jego okrętu zbiegł marynarz Siergiej Woronkow. Dezerter ukrywał się przez kilka kolejnych tygodni, a po ujawnieniu opowiedział polskiej prasie o prześladowaniach ludności w Związku Sowieckim i dramatycznych stosunkach w Armii Czerwonej.

Dwa miesiące później Kolegium Sądu Najwyższego w Moskwie wydało na Woronkowa zaoczny wyrok śmierci. Dezerter z sowieckiej marynarki wojennej został uznany za zdrajcę ojczyzny, natychmiast aresztowano całą jego rodzinę oraz jego dalszych krewnych. Z tego szerszego kontekstu pewnie mało kto w przedwojennej Polsce zdawał sobie sprawę…

Za to w relacji prasowej zamieszczonej w Gazecie Gdańskiej pobrzmiewały nuty ostrożnego optymizmu i wiary w trwałość poprawnych, może nawet serdecznych stosunków polsko-sowieckich w przyszłości. Jak się skończyło – wiadomo. W tej samej gazecie i tym samym mniej więcej czasie artykuł z wytłuszczonym nagłówkiem „Pokojowa deklaracja Hitlera w Norymberdze”.

Szersze tło tej wizyty było więc bardzo interesujące. Z jednej strony odprężenie w stosunkach z ZSRR i Niemcami potwierdzone podpisanymi paktami o nieagresji, z drugiej natomiast niemieckie deklaracje niezadowolenia z obowiązujących rozstrzygnięć traktatu wersalskiego i sowieckie próby przerwania izolacji dyplomatycznej na arenie międzynarodowej.

Opisana wizyta nawet najbardziej zdeklarowanym optymistom musiała uświadomić skromne możliwości polskiej floty, bo jakże prezentowały się dwa kontrtorpedowce na tle sowieckiego kolosa?

Po ataku III Rzeszy na dotychczasowego sowieckiego sojusznika wojska niemieckie już we wrześniu 1941 roku podeszły na przedpola Leningradu. Do obrony miasta włączył się też pancernik „Marat” z potężną artylerią pokładową.

23 września sowiecki okręt został zbombardowany prze Luftwaffe, po trafieniu ciężkimi bombami przeciwpancernymi osiadł na dnie niezbyt głębokiego akwenu portowego. W tym nalocie wziął udział Hans-Ulrich Rudel, największa sława niemieckiego lotnictwa szturmowego.

Po podniesieniu z dna i prowizorycznej naprawie pancernik nadal wspierał obronę tragicznie doświadczonego miasta.

Jeszcze dwukrotnie zmieniła się nazwa opisanego pancernika, najpierw przywrócono carską nazwę „Pietropawłowsk”, a po zakończeniu wojny wprowadzono określenie „Wołchow„. Ostatecznie wysłużony okręt 4 września 1953 roku, niemal dwadzieścia lat po gdyńskiej wizycie, został odesłany na złom…

Dramatycznie potoczyły się losy admirała Lwa Gallera. Podczas wojny był zastępcą ludowego komisarza Floty Wojskowo-Morskiej ZSRR ds. budowy okrętów i uzbrojenia. W 1948 roku został aresztowany i osadzony w sowieckim więzieniu, gdzie wkrótce potem zmarł. Trzy lata później admirał został pośmiertnie zrehabilitowany, co pokazało fikcyjność postawionych mu zarzutów.

Lew Galler, podobnie jak wielu mu współczesnych, stał się ofiarą systemu, który tak dumnie reprezentował w Gdyni podczas opisanego powyżej pobytu…