Miejsca

Stare Szkoty

InfoGdansk
Maj 3, 2016
Podziel się
Kościół św. Ignacego - Kolegiata Staroszkocka
Zdjęcie: Kościół św. Ignacego - Kolegiata Staroszkocka

To wyjątkowo ciekawy fragment Gdańska, obecnie dość swobodnie utożsamiany z pobliską Orunią. W rzeczywistości to obszary o innej historii i odmiennym znaczeniu dla gdańskich dziejów. Po 1220 r. opisywana okolica stała się własnością biskupów kujawskich, darowizny na ich rzecz dokonał książę Świętopełk.

Z 1277 roku pochodzi dokument potwierdzający własność kujawskiej diecezji, wystawiony został w kancelarii Mściwoja II. Pomorscy książęta mocno skomplikowali późniejszy bieg dziejów – podczas gdy Pomorze Gdańskie było własnością Zakonu Krzyżackiego, to kilka podgdańskich enklaw podlegało pod jurysdykcję polskiego duchowieństwa… Stąd sporo napięć między kolejnymi biskupami a rycerzami zakonnymi.

Biskupi byli całkiem niezłymi gospodarzami, w podległej im osadzie chętnie osiedlali się rzemieślnicy różnych specjalności. Funkcjonowali z dala od mniej wydajnego systemu cechowego, w ich działalności liczyły się talenty i umiejętności, a nie powiązania rodzinne i towarzyskie. Określani jako partacze (od łac. „a parte paternitatis” – poza cechem) wytwarzali taniej, wcale nie gorzej. Tak u bram Gdańska wyrósł prężny ośrodek produkcji rzemieślniczej, którego konkurencja przez dziesięciolecia spędzała sen z powiek miejskim mistrzom cechowym.

Partactwo na poziomie

Od XV stulecia w opisywanej okolicy chętnie osiedlali się tkacze z dalekiej Szkocji, byli na tyle charakterystyczni, że do osady przylgnęła nazwa Schotlandt. W opisywanych Szkotach warunki funkcjonowania były bardzo korzystne – tu ściągali ludzie, którym w pobliskim Gdańsku było zbyt ciasno i duszno. Powstała fascynująca mozaika katolików, protestantów, Żydów, a nawet wyznaniowo radykalnych menonitów. Nie obserwowano napięć i konfliktów religijnych, zatem poczucie sensu pracy okazało się być skutecznym panaceum na te niemałe różnice światopoglądowe.

W pierwszej połowie XVII wieku Szkoty były świetnie rozwiniętą osadą, tutejsi rzemieślnicy utrzymywali własne kontakty handlowe z z Królewcem i jeszcze dalej położonym Szczecinem! W Szkotach funkcjonowało więcej szewców i rzeźników niż w potężnym Gdańsku. Tutejsze wyroby były notorycznie przemycane na gdańskie targowiska, stąd też urzędnicze próby ograniczenia dokuczliwej konkurencji. Kilkukrotnie starano się o zgodę polskich królów na przejęcie Szkotów, jednak negocjacje gdańszczan z Władysławem IV, Janem Kazimierzem czy Janem III Sobieskim nie przyniosły korzystnego dla miasta rozstrzygnięcia.

Pretekstów do niszczenia konkurencji dostarczały powtarzające się oblężenia Gdańska. Dla wzmocnienia obronności miejscy żołnierze niszczyli okoliczną zabudowę, przy okazji rozprawiali się z konkurencyjnymi ośrodkami gospodarczymi. W 1734 roku poczynania gdańszczan zszokowały nawet rosyjskich oficerów, co wyraźnie wskazuje na prawdziwe intencje gdańskich podpalaczy. Powtarzające się co jakiś czas dewastacje zrodziły określenie Schadeland, od którego niektórzy wywodzili nazwę okolicy. Zadziwia wytrwałość szotlandzkich rzemieślników w odbudowie zniszczeń i szybkim wznawianiu produkcyjnej działalności.

Z ziemi szkockiej do włoskiej….

U schyłku XVI stulecia otworzył się nowy rozdział w dziejach opisywanej okolicy. Dzięki nadaniom biskupa Hieronima Rozrażewskiego w Szkotach osiedlili się jezuici. Z ich inicjatywy wzniesiono kościół oraz szkolne budynki. Działające od 1621 roku Kolegium Jezuickie szybko zyskało uznanie i rangę jednej z najważniejszych pomorskich uczelni. W czasach największego rozkwitu do szkoły uczęszczało ok. 600 uczniów, niektórzy z nich wyznania luterańskiego! Szkoła stała się konkurencją wobec miejskiego Gimnazjum Akademickiego. O jej znaczeniu świadczą wizyty kolejnych polskich królów – jezuicką szkołę odwiedzili Zygmunt III Waza, Jan Kazimierz, Jan III Sobieski czy też August II.

W latach 1755-62 w opisywanej szkole tajniki edukacji zgłębiał Józef Wybicki, późniejszy wybitny działacz i publicysta, znany przede wszystkim z autorstwa słów polskiego hymnu narodowego. Szkolnych czasów nie wspominał zbyt dobrze, bo po dość burzliwym strajku został z uczelni usunięty. Problem niedopasowania szkół do wybitnych indywidualności to temat aktualny do czasów obecnych. Uczelnia dzieliła dole i niedole szotlandzkiej okolicy – była wielokrotnie niszczona podczas kolejnych oblężeń Gdańska, jak już wiadomo sprawcami wielu szkód byli żołnierze miejskiego garnizonu.

W szotlandzkiej przestrzeni powstał jeszcze jeden klasztor, założony został przez świeckich braci bonifratrów. W gdańskiej historii zapisali piękne karty, bo w prowadzonej działalności szpitalnej opieką otaczali wszystkich bez wyjątku potrzebujących – taka postawa w tamtych czasach wcale nie była oczywista. Ofiarnych braci nie ominęły zawirowania historii, ich obiekty były doszczętnie niszczone w latach 1656, 1734 i 1807. Po tych ostatnich zniszczeniach zrezygnowali z gdańskiej działalności i wyjechali do Warszawy.

W XVIII wieku coraz częściej używano określenia „Stare Szkoty”, dla odróżnienia od osady znajdującej się w okolicach Wrzeszcza, również zasiedlonej przez szkockich rzemieślników.

Od 1772 roku staroszkockie obszary funkcjonowały już pod jurysdykcją pruskiego króla. Z jego polecenia powołano tzw. Kombiniertestadt – konkurencyjny wobec Gdańska ośrodek gospodarczy. W skład tego eksperymentalnego tworu włączono obszar Chełmu, Siedlec, św. Wojciecha i Starych Szkotów. W Altschottland organizowano nawet targi, konkurencyjne wobec gdańskiego jarmarku dominikańskiego. Tak oto opisywany obszar pojawił się na kartach szerzej pojmowanej historii.

Ormiańskie wątki historii…

Ciekawostką z końca XVIII stulecia był piękny park, urządzony z polecenia ormiańskiego kupca Johanna Stephanna Schahnasjana. Miejsce popadło w zupełne zapomnienie, mimo że do dzisiaj zachował się w miarę czytelny układ tego parkowego założenia.

Epoka napoleońska przyniosła kolejne zniszczenia i dewastacje. Stare Szkoty poważnie ucierpiały podczas oblężenia w 1807 roku oraz podczas walk z roku 1813. Do dawnej świetności rzemieślniczej nigdy potem nie nawiązano, co wynikało również z daleko idących zmian politycznych i gospodarczych. Gdańsk w granicach rozległej monarchii pruskiej utracił uprzywilejowaną pozycję, a wobec stałego postępu technicznego wytwórczość rzemieślnicza traciła na znaczeniu.

Stopniowo zacierały się granice między Starymi Szkotami a pobliską Orunią, te dwa historycznie odrębne obszary zlały się w robotnicze przedmieście Gdańska. Urbanistyczny układ okolicy został poważnie zmieniony budową linii kolejowej. W wąskiej przestrzeni między torami a tradycyjnym traktem drogowym wnet wyrosły nieduże fabryczki i zakłady. Do ożywienia okolicy przyczyniła się też linia tramwajowa, początkowo konna, potem zelektryfikowana.

Po I wojnie światowej okolica stała się częścią Wolnego Miasta Gdańska, ze sporym udziałem polskiej ludności. W latach 1913-1918 wikarym w kościele św. Ignacego był ks. Leon Miszewski, późniejszy wybitny działacz społeczny i polityczny, prezes Gminy Polskiej i poseł do Volkstagu. Jego pogrzeb (29 I 1930) stał się wielką manifestacją patriotyczną, zasłużony duchowny został pochowany na staroszkockim przykościelnym cmentarzu.

Wiosną 1945 roku okolica uniknęła poważniejszych zniszczeń. Czego nie zabrała wojna, to przepadło wskutek późniejszych zaniedbań, zaniechań i niewłaściwych decyzji. Nieremontowane budynki popadały stopniowo w stan niebezpiecznych ruin, zbyt pochopnie podjęto decyzję o likwidacji linii tramwajowej.

W obecnych Starych Szkotach wątki fascynujących historii giną w chmurach spalin i hałasie zbyt intensywnego ruchu samochodowego, niemniej wizyta w okolicy jest niezbędna dla zrozumienia złożonych dziejów nadmotławskiego miasta. Na szczęście zachowały się staroszkockie enklawy, gdzie współczesność nie zatarła przeszłości, to na przykład fascynujący kościół św. Ignacego, Fort Jezuicki czy też ciąg spacerowy przy kanale Raduni.

CIEKAWE MIEJSCA I ZABYTKI

Kanał Raduni

Przekopany z inicjatywy Zakonu Krzyżackiego (1338-1356), stał się najważniejszą inwestycją w średniowiecznym Gdańsku. Kanał dostarczał miastu wody pitnej, napędzał zakłady młyńskie, napełniał wodą fosy miejskie, służył też jako odprowadzenie ścieków.

Stare Szkoty stanowiły własność kościelną, mimo to nadzór nad całym przebiegiem kanału należał do Rady Miasta Gdańska, stąd sporo zatargów między ludnością biskupiej osady a gdańszczanami. Niedawno (2014) zakończono gruntowny remont tego ciekawego i malowniczego zabytku hydrotechniki.

Kościół św. Ignacego

Ten jeden z najciekawszych miejskich kościołów był kilkukrotnie niszczony działaniami wrogich bądź gdańskich żołnierzy. Obecna budowla jest czwartą staroszkocką świątynią. Wewnątrz autentyczne wyposażenie z XVIII wieku: ołtarz główny, konfesjonały, ołtarze boczne i feretron. Historyczną gratką jest krypta, w której grzebano ojców jezuitów, a później parafialnych duchownych tej świątyni. Zachował się też autentyczny wystrój zakrystii, z herbami biskupów i misternym przedstawieniem scen biblijnych.

Szaniec Jezuicki

Potężny fort powstał w latach w latach 1843-1868 dla wzmocnienia południowej rubieży obrony Gdańska. Lokalizacja nieprzypadkowa, bo stąd mniej więcej na początku października 1813 roku wyprowadzono atak, który rozerwał gdański system obronny. Do dzisiaj zachował się główny kształt fortyfikacyjnego obiektu – suche fosy, przeciwskarpy i potężne kaponiery. Niestety brakuje pomysłu na sensowne wykorzystanie tego wybitnego zabytku fortyfikacyjnej sztuki.

Zabudowa

Sporo starych budynków zachowało się przy ulicach Małomiejskiej i Zamiejskiej. To nie są wybitne zabytki, ale ciekawie nawiązują do czasów niedrogiego budownictwa czynszowego. Pod koniec XIX stulecia okolica zmieniła się w robotnicze przedmieście Gdańska, zachowane w lepszym czy gorszym stanie rudery pamiętają ten rozdział staroszkockich dziejów.


 

 

InfoGdansk
InfoGdansk – portal gdański z nawiązaniami do historii i turystycznych atrakcji regionu. To przedłużenie przewodnickiej aktywności gdansktur.pl